czwartek, 27 grudnia 2012

Chapter 1.

Nigdy nie spotkała tam nikogo znajomego, jednak dzisiaj zobaczyła tam... Swojego przyjaciela z rodzinnego miasta. A przynajmniej chłopaka, który bardzo go przypominał. Przyjrzała mu się dobrze. Blada karnacja, kruczoczarne włosy, krótka grzywka uczesana na bok. I te same, co ponad trzy lata temu, niebieskozielone oczy. Podeszła do niego niepewnie. Chciała wiedzieć, czy to na pewno on. Czy to jest "jej" Will.
W tej właśnie chwili chłopak na nią spojrzał.
- Isabela?
W odpowiedzi lekko skinęła głową.
- William.. - szepnęła.
- Jak ja ciebie dawno nie widziałem - przytulił ją.
- Co ty robisz w Londynie?
- Mama musiała się tu przenieść, więc ja z bratem i ojcem też - odsunął się od niej kawałek. Na jego twarzy zagościł szerooki uśmiech.
William Adam Robinson - tak brzmiało pełne imię i nazwisko chłopaka. Miał dwa lata młodszego brata, Dereka. Jego matka pracuje w policji, ojciec ma sieć restauracji.
On i Isabela znają się od przedszkola. Byli razem w klasie. A potem przeniosła się tutaj.
Spacerowali w ciszy po parku. To było dziwne uczucie, zwłaszcza dla szatynki. Tyle czasu się nie widzieli, tyle chciała mu powiedzieć.
- Spodziewałabym się  tu każdego, ale nie Ciebie, wiesz? - postanowiła w końcu przerwać to milczenie.
- Wiesz, los lubi płatać figle. Zwłaszcza zwykłym, niepozornym ludziom - uśmiechnął się zadziornie - takim jak, na przykład, my.
- Fakt...
W tej właśnie idealnej chwili, Bayou wyrwał się w stronę stawu przewracając dziewczynę. Na szczęście nie uciekł.
- Bells, wszystko ok?
- Taak... Uznajmy chyba-zwichnięty-nadgarstek za "dobrze" - spojrzała na swoją nieszczęsną rękę. Fakt, bolało ją, ale nie tak bardzo jak złamanie.
Wstała i otrzepała się z trawy. Will wziął od niej smycz, która przyczepiona była do obroży zwierzęcia.
- Dzięki, ale dam sobie radę - sięgnęła ręką po smycz.
Chłopak poruszył ręką w tył.
- Nie ma mowy. Idziemy do ciebie, zostawić psa, a potem do przychod...
- Ale ja nie potrzebuję - przerwała mu.
- Żadnych ale. Myślisz, że pozwolę ci zignorować to? - przy czym wskazał na jej prawy nadgarstek - No, chodź - pociągnął ją za lewą rękę.
- Okej, okej... - burknęła niezadowolona.
Isa nigdy nie lubiła lekarzy. Will dobrze o tym wiedział, a teraz perfidnie wykorzystywał to przeciw niej.
Pięć minut później dotarli to rezydencji Green'ów. Spory dom, wyglądem podchodzący pod kategorię "Willa". Za budynkiem znajdowało się ogromne podwórko.
Nastolatka podeszła do drzwi i wyciągnąwszy klucze z kieszeni, otworzyła je. Najpierw wpuściła psa, następnie sama znalazła się w holu.
- Wchodź, śmiało, nikogo nie ma - powiedziała do chłopaka zdejmując buty.
Brunet niepewnie wszedł do pomieszczenia.
"Wow" to jedyne, co mu przychodziło na myśl. Wszystko nowocześnie urządzone. Zachowany rodzinny klimat - zdjęcia państwa Green i Isabeli na ścianach, w starannie dobranych ramkach. I jakiś rysunek...
Podczas rozmyśleń Willa, Isabela zdążyła odpiąć smycz od obroży bernardyna i pójść najwidoczniej do kuchni, bo obecnie stała w drzwiach z Twixem w lewej dłoni.
- To jak, idziemy? - przypomniał sobie nagle.
- Uhh.. Muszę? - spytała patrząc na niego niemal błagalnym wzrokiem - przecież jakoś wytrzymam, noo...
- Tak, musisz. - byli już na schodach przed drzwiami wejściowymi.
Zrezygnowana sięgnęła ze środka domu klucze i zamknęła drzwi.
Po starannym zamknięciu bramy skierowali się do przychodni.

--
No i mamy pierwszy rozdział, który w moich planach był drugim.
Trudno mi określić jego długość, wiem tylko, że jest co najmniej dwa razy dłuższy od Prologu. :)

Jeśli są błędy ort., to przepraszam. Pisanie dosłownie wszystkiego na komórce miewa swoje wady.

Chyba pisanie tego nie zajęło mi dużo czasu, zwykle piszę wieczorem przez może godzinę, i wychodzi mi po wszystkich poprawkach tekst długości mniej więcej połowy tego rozdziału. :)

Do napisania, hyhy c:

3 komentarze:

  1. http://iskierka-nadziei2.blogspot.com/
    http://make-me-happy8.blogspot.com/ zapraszam ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Na razie akcja dopiero się rozwija, więc nie mogę za dużo powiedzieć, ale pomysł wydaje się dobry :) Fajne piszesz. :)
    Polubiłam Willa od samego początku. :)
    + Być może tylko ja tak mam, ale połączenie tej czcionki i tła sprawia, że dwoi mi się w oczach i ciężko się czyta ;o
    Pozdrawiam, zajrzyj do mnie jeśli chcesz ;)
    http://hellxo.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Matko, komentarz. Dopiero teraz sobie uświadomiłam, jak dawno tu nic nie pisałam.
      "Pomysł wydaje się dobry"... szkoda tylko, że go brak, piszę na sponatana ;-;
      Nie tylko ty, dużo moich znajomych tak ma, dzięki, niedługo zmienię czcionkę ;) (i postaram się coś napisać oczywiście, haha)

      Usuń